Ekstremalna Droga Krzyżowa

– To była faktycznie walka z samym sobą, ostatnie kilometry zmieniały się w mile, ale warto było! – pisze na facebooku Ania. – To jest racja. Im bliżej końca tym bardziej trzeba było się zaprzec. Pomimo ogromnego zmęczenia, wysiłku, trudu nie żałuję decyzji – dodaje Beata. Podobnych wpisów po pierwszej Ekstremalnej Drodze Krzyżowej w diecezji pelplińskiej jest dziesiątki. Zmęczeni, ale szczęśliwi, a także odmienieni duchowo uczestnicy już nie mogą doczekać się kolejnej drogi krzyżowej.
To nie była „normalna” droga. Nie było ścisku ludzi, choć na trasę wyszło ponad 700 osób! Szli oni jednak w małych kilkuosobowych grupach, niektórzy nawet w pojedynkę. Robi to jednak wrażenie, gdy okazuje się, że szli ponad ponad 40 kilometrów w zupełnej ciemności przez pola i lasy. Uczestnicy wyszli z Dziemian około 21.30 a docierali od godz. 4 rano do 8.30. Do Dziemian dojechali uczestnicy z ponad 100 miast i wsi. Najstarszy uczestnik miał 74 lata, najmłodszy – 12 lat. – Ta droga ma sens, jak miała sens męka Jezusa. Poczucie spełnionej misji do końca, mimo pokus ucieczki spod krzyża. Dotarcie na dwunastą stację na wielewskiej Golgocie rzuca na kolana. Niektórzy leżą krzyżem na zmarzniętej ziemi. Obraz ten nikogo nie dziwi, nikt nie wstydzi się swych łez i swej wiary, rodzi się nowy człowiek. Każdy prowadzi tajemnicze rozmowy ze swym Mistrzem – podsumowuje EDK główna organizatorka siostra Mirona Turzyńska. Dzięki niej i siostrom franciszkankom z Orlika tak wielu ludzi mogło przeżyć swoją drogę krzyżową.